Jak robić listy zadań, by je realizować?



Listy zadań zmieniły moje życie. Nie, wcale nie żartuję. Odkąd zaczęłam je tworzyć, dużo więcej robię i lepiej rozplanowuję sobie pracę. Ale na pewno znacie ten problem, kiedy wieczorem spogląda się na listę i połowa rzeczy jest nieodhaczona. To irytujące i bardzo demotywuje, dlatego zaczęłam szukać sposobów na zwiększenie mojej efektywności. Metodą prób i błędów sprawdzałam różne metody i znalazłam te, które u mnie sprawdzają się najlepiej. 

Oceń czas i poziom energii


Niektórzy twierdzą, że najlepiej jest robić listy zadań jeszcze poprzedniego wieczora. Podobno wtedy jesteśmy bardziej zmęczeni i mniej entuzjastycznie do tego podchodzimy. Dzięki temu nie kusi nas, żeby planować za dużo. Może jest w tym trochę racji, ale ja po całym dniu na tej liście nie wpisałabym nic, bo jedyne o czym wtedy myślę, to odpoczynek. A jaka może być lepsza okazja do odpoczynku niż dzień, na który nic się nie ma w planach. Dlatego właśnie planuję rano, kiedy jeszcze jestem w stanie sobie wmówić, że warto ruszyć tyłek i zabrać się do pracy. Pierwszą rzeczą, jaką robię, jest ocena mojej energii. Zastanawiam się, czy to jeden z tych dni, kiedy gotowa jestem dać z siebie 200%, czy raczej będę wolała leżeć na kanapie i patrzeć w sufit. Moim zdaniem nie ma sensu iść całkowicie pod prąd i zmuszać się do wykonywania trudnych rzeczy, gdy nie ma się ochoty nawet na sięgnięcie po widelec w czasie śniadania. Następnie analizuję mój plan dnia i liczę, ile wolnego czasu jestem w stanie wygospodarować. Czasem jest to 5 godzin, a czasem 20 minut. To ma ogromne znaczenie przy planowaniu zadań.

Nie planuj dużych zadań


Na moich listach zadań nigdy nie ma punktów typu: wykonaj projekt, przeczytaj książkę itp. Bo takie ogromne zadania nic nie znaczą. Nie wiadomo tak na prawdę, co jest do zrobienia i ile mi to zajmie. Zadanie musi być konkretne i możliwie jak najmniejsze. No bo wiesz, słonia nie da się zjeść w całości. Dlatego wpisuję rzeczy typu: przygotuj 2 grafiki do projektu, napisz jeden post na bloga na temat..., przeczytaj 20 stron książki. Dzięki temu wiem, co mam zrobić i jestem w stanie ocenić, ile mi to może zająć.

Zasada 6 zadań


Czas nie jest z gumy. Nasze możliwości również. Nie pomagasz sobie, jeżeli twoja lista zadań ma 2 metry długości i już samo patrzenie na nią przyprawia cię o ból głowy. Dlatego warto stosować zasadę 6 zadań, czyli ustawienie limitów planowanych na dzień zadań. Kiedyś planowałam robienie ogromnej ilości rzeczy, ale niewiele z tego realizowałam. W końcu mnie oświeciło i wyciągnęłam z tego wnioski. Niezależnie od tego czy dzień będzie spokojny, czy  będzie się waliło i paliło, NIGDY nie uda mi się zrealizować większej ilości niż 6 zadań. Nawet gdy mam na to czas, prawdopodobnie nie będę miała ochoty. Żeby uniknąć wyrzutów sumienia, nie wpisuję więc na listę więcej zadań. 6 to liczba optymalna. Ruszamy do przodu, realizujemy zadania, ale nie jesteśmy ich ilością przytłoczeni. Od kiedy zaczęłam trzymać się tej zasady, na moich listach niewiele zadań zostaje niezrealizowanych.

Zacznij od czegoś prostego


Czasami wszystko jest idealnie, wiemy, co chcemy zrobić, ale mimo wszystko, ciężko nam zacząć. Niektóre szkoły mówią, by zacząć od najtrudniejszego zadania i mieć je z głowy. Inni mówią o tym najważniejszym. Próbowałam, żadna z tych metod się u mnie nie sprawdziła. Ale nie poddałam się i znalazłam własne rozwiązanie. Taki mały sposób na przechytrzenie wewnętrznego lenia. Na pierwszym miejscu zawsze wpisuję zadanie proste. Ba, zwykle tak niedorzecznie proste i szybkie do wykonania, że trudno jest mi znaleźć jakąś sensowną wymówkę, dla której nie mogłabym go zrobić tu i teraz. Takim zadaniem może być pościelenie łóżka czy umycie talerza po śniadaniu. Zajmie nie więcej niż minutę, więc po co to odkładać? A jak się zacznie, to już dalej jakoś idzie.

Planuj mniej


Jeżeli masz problem z tym, że na realizację zaplanowanych zadań brakuje ci czasu, przyczyną może być zbyt optymistyczne ocenianie swoich możliwości przerobowych. Zwyczajnie robisz wolniej niż myślałaś i nie ma opcji, żeby to przyspieszyć. Mam na to jednak radę. Gdy planujesz dzień, zrób listę zadań, a następnie wykreśl połowę z nich. Zostaw te najpilniejsze i najważniejsze. Połowę łatwiej zrealizować, a jeżeli zostanie ci trochę czasu i energii, nikt nie broni ci zrobić czegoś dodatkowego. Jeżeli jednak nic więcej poza plan nie zrobisz, to i tak masz 100% sukcesu i możesz być z siebie dumna. 

Nagradzaj się


Jeżeli do realizacji kolejnych zadań listy "to do" brakuje ci motywacji, dobrym sposobem jest wyznaczanie sobie nagród. U mnie to najlepiej sprawdza się teraz, podczas sesji, gdy muszę się uczyć, ale tak bardzo się nie chce. Ustalam sobie wtedy małe nagrody. Jeżeli będę uczyć się przez godzinę bez przerwy, po tej godzinie obejrzę jeden odcinek serialu. Jeżeli dokończę pisać ten podrozdział pracy, zrobię sobie coś pysznego do zjedzenia. Małe rzeczy cieszą, a że chcemy nagrodę dostać jak najszybciej, bardziej przyłożymy się do pracy. Uważaj tylko na pułapkę drobnych oszustw. Czasem pojawia się pokusa, by ta godzina jednak zmieniła się w 30 minut, a napisanie całego podrozdziału w napisanie jednego akapitu. Trzymaj się pierwotnych założeń i nie przyspieszaj nagrody, bo to wcale nie sprzyja efektywności. Szczególnie biorąc pod uwagę, że po otrzymaniu nagrody tracimy motywator i możemy czuć się trochę rozleniwieni.

Nie odpuszczaj 


Czasami nie ma lepszej rady na zrealizowanie listy zadań niż... zrealizowanie zadań. Wiem, czasem się nie chce, jest zmęczenie, coś nas rozprasza i w zasadzie to równie dobrze można byłoby to zrobić jutro. W takich chwilach po prostu trzeba wziąć się w garść i nie odpuszczać za wszelką cenę. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Czasem tylko nasz wysiłek może doprowadzić nas do celu.

Taki jest mój sposób na zrealizowane listy zadań. Która z zasad najbardziej przypadła ci do gustu i dlaczego? A może już wykorzystujesz niektóre z tych rad? Masz jakieś swoje triki, które pozwalają ci na trzymanie się planu?
Czytaj dalej »

5 sposobów na porządek w studenckich notatkach


Dzisiaj wpis na szybko, pisany między egzaminem a kolokwium, bo wiecie, takie studenckie życie - nie tylko imprezy. A temat, jaki chcę poruszyć, towarzyszy każdemu studentowi. Niestety sprawę z tego zdajemy sobie zazwyczaj w okolicach stycznia, kiedy trzeba się uczyć, powtarzać, a tu nagle nie można znaleźć notatek z wykładu, przykłady zadań z ćwiczeń gdzieś przepadły. I co robić? No cóż, najlepiej byłoby się zorganizować i mieć nauczkę na przyszłość. Najlepszym sposobem jest stworzenie logicznego systemu, dzięki któremu nawet w przyszłości dożo łatwiej będzie ci utrzymać w notatkach porządek. Więc bez marudzenia, zbierz wszystkie kartki, kserówki, zeszyty i zacznij sprzątać! A żeby było łatwiej, mam tu 5 rad, dzięki którym wszystko powinno pójść sprawniej.

Trzymaj wszystko w jednym miejscu


Pierwsza zasada to nie rozrzucać wszystkiego po kątach. Nic nie denerwuje bardziej niż zgubione fragmenty notatek tuż przed kolokwium. Twoimi przyjaciółmi powinny się stać koszulki, teczki i segregatory. Ja mam jeden duży segregator, który przez cały semestr słóży mi za szufladę z notatkami. Przedmioty dzielę zgodnie z planem zajęć na poszczególne dni, które odzielam kolorowymi przekładkami. Notuję na kartkach a5, bo na takim formacie łatwiej mi rozplanować treści. Wszelkie dodatkowe materiały trzymam w koszulkach - na każdy dzień mam osobną. Taki system sprawia, że wszystko mam w jednym miejscu i gdy danego dnia idę na uczelnię, zawsze zabieram wszystkie potrzebne materiały.

Zasada trzymania wszystkiego w jednym miejscu dotyczy również komputera. Mam jeden folder podzielony na semestry i tam trzymam wszystkie elektroniczne materiały. Od tego semestru do notowania zaczęłam używać programu OneNote, który chciałabym wam polecić, bo ogromnie ułatwił mi życie. Można w nim tworzyć notesy na poszczególne kierunki (u mnie jest ich kilka), w notesach mam strony na poszczególne przedmioty. Aplikacja ta działa zarówno offline jak i online, dzięki czemu po synchronizacji mam dostęp do materiałów z każdego urządzenia.


Zapomnij o zeszytach!


Jeżeli dopiero zaczęłaś przygodę ze studiami, zapewne przyniosłaś na uczelnię zwyczaj pisania w zeszytach. Nie mówię, że to sposób całkowicie nieużyteczny, ale mało efektywny, szczególnie na niektórych przedmiotach. Są takie, na których zapiszesz pół strony, a zeszysty są ciężkie i zajmują dużo miejsca. Lepszym rozwiązaniem będzie robienie notatek na kartkach do segregatorów. Dzięki temu zużyjesz tylko tyle papieru, ile rzeczywiście potrzebujesz. Unikniesz też stert do połowy zużytych zeszytów.

Pliki i foldery


Pliki i projekty na studiach piętrzą się niemiłosiernie. Łatwo się pogubić, zwłaszcza jeżeli robisz coś w grupach i nagle pojawia się kilka wersji tego samego pliku. Ustal system, określony podział na foldery. Jeżeli otrzymujesz nową wersję pliku, od razu usuwaj tą starą. Nie bądź sentymentalna i pozbywaj się tych prac, które nie zawierają przydatnych informacji i nie są już potrzebne. Prawdopodobnie już nigdy do nich nie zajżysz, dlatego nie ma czego żałować. Nawet jeżeli poświęciłaś na coś wiele godzin, nie chcesz przecież tracić kolejnych na sprzątanie dysku w komputerze, gdy nagle zabraknie na nim miejsca, a ty nie będziesz wiedziała, co właściwie na nim jest.


Oznaczenia, naklejki, karteczki, czyli jak się nie pogubić


Karteczki samoprzylepne, znaczniki, naklejki, to wszystko może w takim samym stopniu ułatwić, jak i utrudnić ci życie. Zastanów się przede wszystkim, do czego będziesz ich używać. Terminy ważnych zaliczeń zapisz w kalendarzu. Katreczki przydadzą się raczej do zapisania prac domowych czy zadanych artykułów. Małe kolorowe znaczniki są świetne do zaznaczania różnych przedmiotów w segregatorze. Naklejek nie używam, ale mogą być fajnym sposobem na oznaczanie tych najważniejszych fragmentów w notatkach. Oczywiście o ile nie wyjdziesz z założenia, że wszystko jest ważne.

Zacznij od głowy


Porządek w studenckich notatkach zaczyna się w głowie. Musisz wiedzieć, czego ci brakuje, czego po swoim systemie oczekujesz. Zauważ też, jakie problemy z notatkami masz zazwyczaj i zastanów się, jak je wyeliminować. Pamiętaj też, że nawet najlepszy system ci nie pomoże, jeżeli nie będziesz go używać. Regularnie segreguj notatki. Kożystaj z systemu codziennie. Dzięki temu porządek w studenckich materiałach wejdzie ci w nawyk i nie będziesz musiała się zastanawiać nad tym, gdzie akurat włążyłać tą ważną kartkę na dzisiejsze zajęcia.

Odkąd wprowadziłam te zasady do mojego studenckiego chaosu, dużo łatwiej mi się funkcjonuje i w końcu wiem, co się dzieje na zajęciach, bo wszystkie materiały mam pod ręką. Co ważne, te metody świetnie sprawdzają się również przy organizacji innych dokumentów. A ty z której rady mogłabyś skorzystać? Jaki masz sposób na porządek w materiałach ze szkoły, studiów lub w dokumentach?
Czytaj dalej »

5 sposobów na dobry sen #MotywacyjnyPoniedziałek

 

Dzisiaj trochę o czymś ważnym i niezastąpionym, bu przecież taki właśnie jest sen. Nikomu nie trzeba mówić, jak ważne jest wysypianie się dla naszego zdrowia, koncentracji, efektywności i samopoczucia. Sen jest istotny, bo dzięki niemu nasze ciało się regeneruje, nabiera sił i odpoczywa, dzięki czemu ma później dużo energii do działania. Mamy motywacyjny poniedziałek, a ja cię namawiam do spania. Dziwne, prawda? Ale rzeczywistość jest taka, że motywacji często nam brakuje właśnie dlatego, że nie dajemy sobie wystarczającej ilości odpoczynku. Warto pamiętać, że nie tylko ilość, ale również jakość snu ma znaczenie. Dlatego dzisiaj opowiem ci trochę o tym, jak spać dobrze i co zrobić, by uniknąć problemów z zasypianiem.

1. Pracę zostaw poza łóżkiem


Jestem jedną z tych osób, która lubi siedzieć z laptopem w łóżku. Może dlatego, że nie mam biurka i wygodnego krzesła, ale prawda jest taka, że to nie najlepszy pomysł. Przyzwyczajamy w ten sposób organizm, że łóżko to takie miejsce, gdzie i pracujemy i odpoczywamy. A jak coś jest do wszystkiego, to jest... no właśnie, chyba każdy wie. Nie wprawiajmy więc naszego mózgu w zakłopotanie. Niech wie, kiedy jest czas na wykonywanie zadań, a kiedy może odpuścić. Ja na przykład pracuję siedząc na łóżku, ale zawsze w odwrotną stronę niż śpię. To już lepsze rozwiązanie, ale pamiętaj, najlepiej wydzielić sobie oddzielne miejsce do pracy.

2. Stres - wstęp wzbroniony


Znasz te chwile, kiedy już się chcesz położyć, ale nadal martwisz się projektem, egzaminem, ważnym spotkaniem? A może rozpamiętujesz to, co wydarzyło się w ciągu dnia? Ja mam jedną zasadę. Pracę kończę na godzinę przed snem i zupełnie zapominam o tym, co muszę zrobić i co robiłam. To godzina relaksu. Włączam film lub serial, słucham muzyki, czytam książkę. Po prostu przestaję przejmować się całym światem. Dzięki temu unikam burzy myśli, gdy głowa w końcu znajdzie się na poduszce.


3. Zdrowa kolacja


Nie wyobrażam sobie pójść spać z pustym żołądkiem. Największy koszmar nieprzespanych nocy to burczenie w brzuchu, które budzi mnie co 5 minut. Mam na to metodę. Na około 2 godziny przed snem zjadam kolację. Zwykle wybieram coś lekkiego i zdrowego, żeby w nocy nie zalegało w brzuchu. Dzięki temu jestem pewna, że głód nie dopadnie mnie aż do śniadania.

4. Relaks


Na 15 minut przed snem polecam sesję relaksacyjną. Może to być odprężający prysznic, chwila ze spokojną muzyką. Ja moje 15 minut poświęcam ostatnio na medytację i wpis w pamiętniku. Dzięki temu, zapisując pozytywne wrażenia z całego dnia, wprawiam się w dobry nastrój. A medytacja pomaga mi się wyciszyć, skupić na sobie i na danej chwili. Zwykle oddaję się medytacji już tylko w świetle świec, unikając szczególnie niebieskiego światła. Telefon i komputer idą w odstawkę. To czas na bycie ze sobą i uporządkowanie myśli.

5. Bez tlenu nie pośpisz


Ostatnia, ale bardzo ważna rada, dotyczy dania sobie trochę większej ilości tlenu. Tak, mam na myśli dosłownie. Nawet w zimie, warto przewietrzyć pomieszczenie przed snem. W dusznych pomieszczeniach z ciężkim powietrzem czujemy się przytłoczeni i naturalnie odczuwamy dyskomfort i zmęczenie. A my potrzebujemy relaksu i poczucia lekkości. Napuść do pokoju powietrza, a zasypiając będziesz się czuła jakbyś unosiła się na chmurce.

Te pięć sposobów wypróbowałam na sobie. Dzięki nim szybciej zasypiam, a rano czuję się bardziej wypoczęta i pełna energii do działania. Nie martwię się już tysiącem myśli galopujących w mojej głowie. Zasypiam w dobrym nastroju i ze spokojem, dzięki czemu nie budzę się w noce, a rano wstaję z uśmiechem na ustach, gotowa na nowe wyzwania.

A ty jakie masz sposoby na dobry sen? Masz jakieś wieczorne rytuały? Podziel się nimi w komentarzu.
Czytaj dalej »

Tygodniowy przegląd #TydzieńNoworoczny #dzień7


Ostatni dzień Tygodnia Noworocznego będzie takim podsumowaniem wszystkiego, co się wydarzyło przez ostatnie dni. Jeszcze raz przypomnę o wszystkich radach i pomysłach, a także podzielę się z wami tym, co mi udało się zrobić przez ten czas. Publikuję tym razem wieczorem, bo dla mnie wieczór jest takim czasem, kiedy siadam i mam czas na refleksję.

 Na początku muszę wam się przyznać do jednej rzeczy: dawałam te wszystkie rady samej sobie, a później za nimi podążałam. Dzięki temu już wiem, co u mnie działa, co trzeba zmienić. Ale o tym za chwilę. Najpierw przeanalizujmy wszystko, o czym mówiliśmy.

  1. Podsumowując stary rok rozliczyliśmy się ze starymi postanowieniami i planami. Znamy już swoje sukcesy i porażki. Wiemy co sprawiało, że byliśmy szczęśliwi. Znamy przyczyny wszystkiego, co się wydarzyło i z czystym sumieniem możemy wejść w nowy rok bez bagaży poprzednich miesięcy i wyrzutów sumienia.
  2. Robiąc postanowienia wyobrażaliśmy sobie nasz idealny rok i stworzyliśmy wizualizację tego, na czym nam zależy. Dzięki temu mamy stałą motywację do działania.
  3. Wyznaczyliśmy cele, które mają nas doprowadzić do celu. Wiemy, co musimy zrobić, by osiągnąć sukces.
  4. Uporządkowaliśmy przestrzeń, w której żyjemy, bo uporządkowany dom, to uporządkowana głowa i życie.
  5. Wyposażyliśmy się w narzędzia do planowania, żeby ograniczyć chaos w naszym codziennym życiu. 
  6. Podejmowaliśmy działania od razu, bo najmniejsze drobiazgi stanowią o sukcesie.
  7. Zastanawialiśmy się nad pisaniem pamiętnika, aby żyć bardziej świadomie.
  8. Myśleliśmy o tym, czym jest szczęście i co możemy zrobić, żeby mieć go jak najwięcej.
  9. Rozważaliśmy podjęcie się zmian dotyczących zdrowego odżywiania, ilości odpoczynku, znalezienia hobby, zdobycia nowych umiejętności a także doceniania samego siebie.
  10. Wybraliśmy myśl przewodnią na ten rok, która będzie dla nas drogowskazem w trudnych chwilach.
Jak mi minął ten tydzień? Rozliczyłam się ze starym rokiem, który nie był dla mnie łatwy i stworzyłam vision board, która jest dla mnie codzienną inspiracją do realizowania postanowień. Na mojej tablicy znalazła się między innymi poranna rutyna, którą wprowadziłam od razu. Po tygodniu zauważyłam, że poranki przestały być tak stresujące i w końcu ze wszystkim zdążam na czas.

Udało mi się pozbyć dużej ilości niepotrzebnych przedmiotów i doprowadzić mieszkanie do porządku. Nie spodziewałam się, że to tak wiele zmieni, ale stałam się o wiele spokojniejsza i łatwiej mi się zebrać do pracy. 

Mam jasno sprecyzowane cele i niektóre z nich już zaczęłam realizować. W tym tygodniu już zrobiłam mój planer nauki na czas nadchodzącej sesji. Dzięki temu mam nadzieję, że nauka pójdzie mi dużo sprawniej niż do tej pory. Mam też kalendarz i listy rzeczy do zrobienia na dzień, tydzień i miesiąc, dzięki którym nie muszę się martwić, że zapomnę o czymś ważnym.

Zaczęłam prowadzić pamiętnik, w którym piszę codziennie. To zmusza mnie do bardziej pozytywnego spojrzenia na każdy dzień. Skupiam się na tym co dobre i na tym jak się czuję. Dobrze jest to czasem uzewnętrznić.

Zaczęłam trochę wcześniej kłaść się spać, ale po świętach powrót do zdrowego odżywiania okazał się sporym wyzwaniem. Nadal walczę z drobnymi pokusami i próbuję wrócić do poprzednich nawyków. Wizyty w domu nie najlepiej wpływają na mój zdrowy styl życia. Ale treningów nie opuszczam.

Na koniec zastanawiałam się nad tym, czy wszystkie moje noworoczne postanowienia nadal wydają mi się sensowne i wartościowe. Myślę że tak, dlatego z żadnego nie rezygnuję. Jednak na tym etapie dobrze jest się nad tym zastanowić i odrzucić te cele, które już nie wydają się nam takie atrakcyjne jak na początku. W przypływie sylwestrowego entuzjazmu na listę postanowień mogły się wkraść rzeczy, na których wcale nam nie zależy. Nie trzeba trzymać się ich na siłę.

A tobie jak minął pierwszy tydzień 2017 roku? Podziel się swoimi przemyśleniami w komentarzu. Czy jest jakieś postanowienie, z którego już teraz rezygnujesz? Co udało ci się w tym tygodniu osiągnąć?
Czytaj dalej »

Jedno słowo na rok? #TydzieńNoworoczny #dzień6































Pierwszy tydzień roku zmierza ku końcowi. Zrobiliśmy już rachunek sumienia, określiliśmy postanowienia i wyznaczyliśmy cele na nadchodzące miesiące.  Mamy naszą vision board, która będzie nas motywować do działania. Dziś chcę napisać wam o jeszcze jednej technice, która w tym roku wyjątkowo mocno zyskała na popularności.  Może ona pomóc w kryzysie lub gdy staniemy przed trudnym wyborem.  Wskaże nam ona drogę, którą wcześniej sami wytyczyliśmy.

One Little Word


Technika ta jest ostatnio wszechobecna w świecie blogerów i vlogerów.  Polega ona na wybraniu jednego słowa, które towarzyszyć nam będzie zawsze i wszędzie. Aby wybrać najlepsze dla nas słowo, należy się dobrze zastanowić. Pomyśl nad tym, czego brakowało ci w poprzednim roku, nad jaką cechą lub umiejętnością chciałabyś pracować? Co prawda ta koncepcja mówi o jednym słowie, ale jestem zdania, że równie dobrze sprawdzi się zdanie lub fraza. To może być najważniejszy cel na ten rok, sfera życia, którą najbardziej chcesz rozwijać, zasada, którą chcesz się kierować a nawet rada, którą chcesz sobie dać na przyszłość.

Jak stosować tą technikę?


Zastosowanie jest banalnie proste.  Wybierz jedno słowo/frazę/zdanie i zapisz w widocznym miejscu. Za każdym razem, gdy staniesz przed trudnym wyborem, lub będziesz miała kryzys, zadaj sobie pytanie: co bym zrobiła, gdyby jedynym kryterium była adekwatność do jednego słowa. Jeżeli wybrałaś odwagę, co jest odważniejszą opcją? Jeśli wybrałaś spokój, co ci go zagwarantuje?

Każdą teorię traktuj z rezerwą


Jak każda teoria, tak i ta nie zawsze znajduje odzwierciedlenie w praktyce. Nie zawsze możemy robić tylko to, na co mamy ochotę.  Ale niech to słowo będzie inspiracją i drogowskazem do większej satysfakcji w codziennym życiu.

Ja wybrałam "twórz", a ty?
Czytaj dalej »